Ładowanie
0%
Bezpłatna konsultacja
marketingczarnecki.pl
Centrum wiedzy · · · · ·

Audyt strony firmowej: skąd bierze się brak zapytań?

Jeśli Twoja strona wygląda „w porządku”, a mimo to nie ma z niej zapytań, to problem zwykle nie leży w jednym detalu. Audyt strony firmowej pozwala sprawdzić trzy rzeczy naraz: czy ludzie w ogóle trafiają na stronę, czy rozumieją ofertę i czy coś ich nie blokuje przed kontaktem.

W praktyce najczęściej widzę miks kilku usterek: słaby ruch, zły układ treści, brak konkretu w ofercie, wolne działanie na telefonie i formularz, którego nikt nie chce wypełniać. Da się to rozebrać na części i ocenić bez zgadywania.

Od czego zacząć audyt strony firmowej

Najpierw jedna ważna rzecz: brak zapytań nie zawsze oznacza, że strona jest „zła”. Czasem ruch jest za mały, czasem oferta jest niedopasowana do rynku, a czasem firma działa w branży, gdzie klient potrzebuje kilku kontaktów z marką, zanim wyśle wiadomość. Ale jeśli strona ma już wejścia i dalej nic z tego nie wynika, trzeba przejść przez audyt metodycznie.

Ja zaczynam od prostego pytania: na którym etapie odpada użytkownik? Są tylko trzy możliwości. Nie trafia na stronę. Trafia, ale nie widzi powodu, żeby zostać. Albo zostaje, lecz coś go zatrzymuje przed wykonaniem kontaktu.

Taki podział porządkuje całą analizę strony internetowej, bo zamiast mówić ogólnie „strona nie działa”, szukasz konkretnego miejsca straty.

Najpierw liczby, potem opinie

Właściciele firm często zaczynają od estetyki. „Może trzeba zmienić kolory?”, „może logo za małe?”, „może przycisk powinien być zielony?”. Czasem tak, ale zwykle nie od tego zależy sprzedaż. Najpierw trzeba zobaczyć dane.

Na początku audytu sprawdzam:

  • ile osób wchodzi miesięcznie na stronę,
  • skąd wchodzą: Google, reklamy, social media, wizytówka Google, wejścia bezpośrednie,
  • na jakie podstrony trafiają najczęściej,
  • ile czasu spędzają na stronie i gdzie odpadają,
  • czy kontakt w ogóle da się zmierzyć: formularz, kliknięcie w telefon, mail, WhatsApp, Messenger.

Bez tego trudno mówić o skuteczności. Jeśli na stronę wchodzi 60 osób miesięcznie, to nawet dobra konwersja może nie dać regularnych leadów. Przy ruchu rzędu 500–1500 użytkowników miesięcznie w lokalnych usługach da się już sensownie oceniać, czy problem leży w stronie, czy w źródle ruchu. Oczywiście są branże, gdzie 100 wejść wystarczy, bo jedno zlecenie jest warte kilkanaście tysięcy. Są też takie, gdzie i 2000 wejść nie robi wyniku, bo oferta jest słabo trafiona.

Gdy ruch jest za mały: problem nie musi być w samej stronie

To częsta sytuacja. Firma ma stronę od dwóch lat, technicznie wszystko działa, ale miesięcznie wpada 30–80 użytkowników. Wtedy pytanie „dlaczego strona nie pozyskuje klientów” jest trochę źle ustawione. Najpierw trzeba zapytać, czy ta strona ma z czego tych klientów pozyskiwać.

Jeśli ruch jest niski, audyt strony firmowej powinien objąć też źródła wejść. Sprawdzam wtedy:

  • czy strona ma widoczność na frazy usługowe i lokalne,
  • czy wizytówka Google prowadzi na właściwą podstronę,
  • czy kampanie reklamowe kierują na sensowny landing,
  • czy treści na stronie odpowiadają na realne zapytania klientów,
  • czy oferta nie jest opisana zbyt ogólnie.

Typowy błąd? Strona główna mówi „kompleksowe usługi najwyższej jakości”, ale nigdzie nie ma jasno napisane: dla kogo, gdzie działasz, jaki problem rozwiązujesz i jak wygląda pierwszy krok. Google też ma wtedy problem, i człowiek również.

W firmach lokalnych bardzo często wygrywa prosty układ: konkretna usługa + obszar działania + mocny dowód zaufania + prosty kontakt. Bez tego nawet dobry design niewiele da.

Jeśli ludzie wchodzą, ale szybko wychodzą

Tu wchodzimy w obszar UX i komunikacji. Mówiąc prosto: użytkownik otwiera stronę i w kilka sekund podejmuje decyzję, czy to jest miejsce dla niego. Nie czy strona jest „ładna”, tylko czy szybko rozumie, że trafił dobrze.

Audyt UX strony zaczynam od pierwszego ekranu. To najczęściej najbardziej niedoceniany fragment całej witryny. Widzę to regularnie: duże zdjęcie, hasło typu „Tworzymy rozwiązania dla Twojego biznesu”, a pod spodem przycisk „Dowiedz się więcej”. Tylko czego ma się dowiedzieć? I dla kogo to jest?

Na pierwszym ekranie powinny paść odpowiedzi na cztery pytania:

  • co oferujesz,
  • dla kogo,
  • na jakim obszarze działasz, jeśli to istotne,
  • co ma zrobić użytkownik dalej.

Przykład z praktyki. Strona hydraulika po zmianie nagłówka z ogólnego hasła na konkretny komunikat o awariach, montażu i obszarze działania zaczęła zbierać więcej telefonów bez zwiększania ruchu. Nie dlatego, że algorytm nagle ją pokochał. Po prostu ludzie przestali się zastanawiać, czy są w dobrym miejscu.

Treść, która nie odpowiada na intencję klienta

Wiele firm pisze o sobie, zamiast pisać do klienta. To subtelna różnica, ale bardzo kosztowna. Zakładka „O nas” bywa dopracowana, a opis usługi jest zdawkowy. Tymczasem klient chce wiedzieć, ile to trwa, ile mniej więcej kosztuje, czy obsługujesz jego typ zlecenia i co się stanie po wysłaniu formularza.

Podczas audytu patrzę, czy treści na stronie zdejmują opór. Jeśli ktoś szuka księgowego, prawnika, hydraulika czy wykonawcy strony internetowej, to zwykle ma w głowie podobne obawy:

  • czy ta firma zna mój problem,
  • czy nie przepłacę,
  • czy ktoś mi odpisze,
  • czy to będzie sprawnie załatwione,
  • czy mogę im zaufać.

Jeżeli strona nie daje odpowiedzi na te punkty, użytkownik wraca do wyników wyszukiwania. Niekoniecznie od razu. Czasem po minucie czy dwóch, ale efekt jest ten sam.

Dobra analiza strony internetowej obejmuje więc nie tylko SEO i technikę, ale też język oferty. W praktyce najczęściej poprawiam: zbyt ogólne nagłówki, brak cennych konkretów, brak procesu współpracy i brak sekcji z realnymi przypadkami lub efektami pracy.

Kontakt jest, ale coś w nim zgrzyta

To miejsce, gdzie często robi się prawdziwy audyt konwersji. Bo nawet jeśli użytkownik jest zainteresowany, to musi mieć łatwą drogę do działania. A z tym bywa różnie.

Najczęstsze błędy?

  • formularz z 8–10 polami, choć wystarczą 3,
  • brak numeru telefonu na mobile w formie klikalnej,
  • ukryty przycisk kontaktu,
  • brak informacji, kiedy firma odpowiada,
  • zbyt ogólny CTA, na przykład „Wyślij”,
  • strona kontaktu bez kontekstu i bez zachęty do wykonania pierwszego kroku.

W jednej z firm usługowych sama zmiana formularza z rozbudowanego briefu na prosty kontakt: imię, telefon, krótka wiadomość, dała wyraźny wzrost liczby zgłoszeń. To nie magia. Ludzie nie chcą robić pracy za firmę, zanim jeszcze wiedzą, czy ktoś po drugiej stronie jest sensowny.

Warto też sprawdzić, czy formularz faktycznie działa. Brzmi banalnie, ale zdarza mi się trafiać na strony, gdzie wiadomości od miesięcy lądują w spamie albo w ogóle się nie wysyłają po aktualizacji wtyczki.

Mobile i szybkość: problem częstszy, niż się wydaje

Większość właścicieli firm ogląda swoją stronę na komputerze. Klienci już niekoniecznie. W wielu branżach lokalnych ruch z telefonu przebija desktop i to wyraźnie. Jeśli strona ładuje się 5–7 sekund na słabszej sieci, formularz skacze, a numer telefonu trudno kliknąć, to część zapytań przepada, zanim użytkownik przeczyta pierwsze zdanie.

Podczas audytu sprawdzam nie tylko wynik w narzędziach, ale realne wrażenie z użycia strony. Czy da się szybko przewinąć ofertę? Czy tekst nie jest zbity? Czy przyciski są wygodne pod kciukiem? Czy pop-up nie zasłania połowy ekranu? Czy zdjęcia nie ważą absurdalnie dużo?

Wynik 100/100 w teście wydajności nie jest celem samym w sobie. Strona ma być po prostu szybka i stabilna. Dla małej firmy poprawa z „działa ciężko” do „działa sprawnie” bywa ważniejsza niż kosmetyczne poprawki SEO.

Zaufanie: bez niego ruch się marnuje

Spora część stron firmowych nie przegrywa przez technologię, tylko przez brak wiarygodności. Ktoś trafia na ofertę, ale nie widzi żadnego powodu, by zaufać akurat tej firmie. Zero realizacji, zero opinii, brak twarzy właściciela, brak adresu, brak informacji o procesie, same ogólne obietnice.

Klient usługowy zwykle nie szuka najtańszej opcji. Szuka opcji bezpiecznej. Chce mieć poczucie, że ktoś ten temat już przerabiał i dowiezie sprawę bez chaosu.

Dlatego w audycie patrzę na elementy zaufania:

  • opinie klientów i ich wiarygodność,
  • realne zdjęcia zespołu lub właściciela,
  • portfolio albo przykłady realizacji,
  • konkretne branże lub przypadki, które obsługujesz,
  • dane firmy, obszar działania, godziny kontaktu,
  • jasny opis współpracy krok po kroku.

To są niby proste rzeczy, ale właśnie one często robią różnicę między „obejrzę i wyjdę” a „zadzwonię”.

Kiedy SEO nie ma sensu bez poprawy strony

Zdarza się, że firma chce najpierw inwestować w pozycjonowanie albo reklamy, a strona nie jest gotowa na ruch. Technicznie można. Biznesowo często szkoda pieniędzy.

Jeśli landing jest nieczytelny, oferta rozmyta, a kontakt niewygodny, to dokupienie wejść tylko szybciej pokaże problem. Tyle że za ten test zapłacisz. Właśnie dlatego audyt strony firmowej powinien poprzedzać większe działania promocyjne, zwłaszcza gdy budżet nie jest z gumy.

Najpierw poprawa podstaw, potem zwiększanie ruchu. Taka kolejność zwykle daje lepszy zwrot niż odwrotnie.

Prosty schemat audytu, który możesz zrobić sam

Nie każdy od razu potrzebuje pełnego, zewnętrznego audytu. Część rzeczy da się sprawdzić samodzielnie, nawet bez zaplecza technicznego. Potrzebujesz godziny, telefonu i chłodnego spojrzenia.

1. Wejdź na stronę jak klient, nie jak właściciel

Otwórz stronę na telefonie i zadaj sobie trzy pytania: co ta firma robi, dla kogo i co mam zrobić dalej. Jeśli odpowiedź nie pojawia się w 5–10 sekund, jest problem.

2. Sprawdź, skąd w ogóle biorą się wejścia

Zobacz w analityce, czy ludzie trafiają z Google, reklam, social mediów czy wizytówki. Jeśli ruch jest śladowy, sama przebudowa strony może nie wystarczyć.

3. Przejdź ścieżkę kontaktu

Wyślij testowy formularz. Kliknij numer telefonu. Sprawdź, czy na mobile da się to zrobić bez irytacji. Taki test często ujawnia rzeczy, które wiszą miesiącami niezauważone.

4. Oceń ofertę bez sentymentu

Czy na stronie są konkrety: zakres usługi, lokalizacja, orientacyjny proces, terminy, odpowiedzi na typowe obawy? Czy raczej ogólny opis, który pasowałby do 200 innych firm?

5. Zobacz, czy są dowody zaufania

Jeśli nie ma opinii, realizacji, zdjęć, case’ów ani danych firmy, to użytkownik musi uwierzyć na słowo. A w internecie to działa słabo.

Co najczęściej wychodzi w audycie strony firmowej

Gdybym miał wskazać powtarzalne problemy, które realnie blokują leady, lista wyglądałaby tak:

  • za mało ruchu, żeby oczekiwać regularnych zapytań,
  • brak jasnej oferty na pierwszym ekranie,
  • strona pisana językiem firmy, nie klienta,
  • słabe lub ukryte CTA,
  • problem z mobile i szybkością,
  • brak elementów zaufania,
  • zbyt ogólna struktura strony,
  • brak pomiaru konwersji, więc decyzje są podejmowane „na czuja”.

I jeszcze jedna rzecz. Czasem strona jest po prostu niedopasowana do modelu pozyskiwania klientów. Inaczej projektuje się serwis pod ruch lokalny z Google, inaczej landing pod Google Ads, a jeszcze inaczej stronę dla firmy, która zdobywa klientów głównie z poleceń i chce tylko domknąć zaufanie. Poprawa skuteczności strony firmowej nie polega więc na dokładaniu wszystkiego wszystkim, tylko na dopasowaniu strony do tego, jak klient faktycznie kupuje.

Pełny audyt czy szybka poprawka?

To zależy od skali problemu. Jeśli strona ma mało ruchu, słabą strukturę i brak analityki, drobne poprawki zwykle nie wystarczą. Potrzebne jest szersze spojrzenie: technika, treść, UX, SEO, konwersja.

Jeśli natomiast ruch jest sensowny, a zapytań jest mniej niż powinno, czasem wystarczy dobrze zrobiony audyt UX strony i korekta kilku kluczowych miejsc: sekcji hero, układu oferty, przycisków kontaktu, formularza, dowodów zaufania. Nie wszystko trzeba od razu przebudowywać od zera.

Z mojej perspektywy najlepsze efekty daje połączenie technologii i marketingu. Sama estetyka nie załatwia wyniku. Sam ruch też nie. Strona musi jednocześnie dobrze działać, jasno komunikować ofertę i prowadzić użytkownika do kontaktu bez tarcia. Dopiero wtedy analiza ma sens biznesowy, a nie tylko techniczny.

Jeżeli od dłuższego czasu masz poczucie, że strona „jest”, ale nie pracuje, to zwykle problem da się nazwać dość precyzyjnie. Trzeba tylko przestać zgadywać i sprawdzić, gdzie dokładnie uciekają klienci.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Ile trwa audyt strony firmowej?
Prosty przegląd najważniejszych problemów da się zrobić w 1–2 godziny. Pełny audyt, obejmujący technikę, UX, treści, analitykę i konwersję, zwykle zajmuje od kilku godzin do kilku dni, zależnie od wielkości strony.
Czy brak zapytań zawsze oznacza, że strona jest źle zrobiona?
Nie. Czasem problemem jest za mały ruch, słaba oferta albo źle dobrane źródło wejść. Strona może działać poprawnie, ale jeśli trafia na nią zbyt mało właściwych osób, leadów nadal będzie mało.
Co sprawdzić najpierw, gdy strona nie generuje klientów?
Najpierw ruch i źródła wejść, potem zachowanie użytkowników na stronie, a na końcu ścieżkę kontaktu. Taka kolejność szybko pokazuje, czy problem dotyczy widoczności, oferty, UX czy samej konwersji.
Czy audyt UX strony ma sens przy małej stronie usługowej?
Tak, często właśnie wtedy ma największy sens. Na małej stronie każdy element ma duży wpływ: pierwszy ekran, opis usługi, przycisk kontaktu, formularz i zaufanie. Małe błędy potrafią zabić większość zapytań.
Czy da się samodzielnie zrobić audyt konwersji?
W podstawowym zakresie tak. Możesz przejść stronę na telefonie, sprawdzić formularz, kliknięcia w numer telefonu i czy oferta jest jasna. Bez danych z analityki i doświadczenia trudniej jednak wychwycić mniej oczywiste bariery.
Kiedy lepiej poprawiać stronę, a kiedy inwestować w reklamę?
Jeśli strona jest nieczytelna, wolna albo ma słabą ścieżkę kontaktu, najpierw popraw stronę. Reklama ma sens wtedy, gdy masz już miejsce, które potrafi zamieniać ruch w realne zapytania.